Piszą do nas…
Wróciłam z Czerniowiec 8 lipca. Jak co roku byłam tam na Festiwalu Bukowińskie Spotkania– w miejscu, które przez lata stało się dla mnie czymś znacznie więcej niż punktem na mapie. To tam wracam do przyjaciół, do wspólnego świętowania kultury, muzyki, tradycji. To przestrzeń pełna życzliwości, serdeczności, wspomnień i wspólnoty – mimo wojny, która już od lat odciska swoje piętno na Ukrainie.
Dziś, 12 lipca, Czerniowce zostały zaatakowane przez Rosję. Jeszcze kilka dni temu spacerowałam po ich ulicach, czułam atmosferę radości i gościnności, tak charakterystyczną dla tego miejsca. A teraz w sercu mam niepokój, strach, bezsilność. Czerniowce – dotąd względnie bezpieczne, oddalone od linii frontu – przestały być tylko tłem wydarzeń. Wojna znów przesunęła swoje granice.
To bolesne uświadomienie, że nawet miejsca pozornie spokojne nie są wolne od przemocy, Że ludzie, z którymi świętowałam życie, dziś rano usłyszeli syreny, poczuli strach o bliskich, zeszli do schronów. Myślami jestem z nimi – nie tylko dlatego, że ich znam, ale dlatego, że są mi bliscy od lat. Ich codzienność to już nie tylko walka o przetrwanie, ale też walka o pamięć, kulturę, tożsamość – o wszystko to, co tak pięknie wybrzmiewa na bukowińskich spotkaniach.
Wojna w Ukrainie trwa. I choć świat przyzwyczaja się do tego faktu, choć wiadomości płyną i znikają, to dla wielu ludzi – również dla moich przyjaciół – to rzeczywistość każdego dnia. Dziś szczególnie czuję, jak bardzo ta wojna nie jest “gdzieś tam”, daleko. Ona dzieje się tam, gdzie co roku zostawiam kawałek serca. W miejscu, które stało się celem ataku.
Dlatego dziś nie milczę. Piszę, by dać świadectwo. Bo Czerniowce to nie tylko punkt na mapie – to twarze, wspomnienia, więzi. To ludzie, których teraz trzeba otoczyć nie tylko myślą, ale i wsparciem.
Agnieszka RAMUCKA
Jastrowie

