Inteligent. Dziennikarz. Poliglota.

Znaliśmy się od dawna, bo przecież byliśmy kolegami – pracowaliśmy na podobnych stanowiskach w redakcjach gazet obwodowych: ja – w „Bukowinie Radzieckiej”, a Pan Ludwik Markulak – w „Zorile Bucovinei"(„Gwiazda Bukowiny”). Rozmawialiśmy przez telefon prawie codziennie, ponieważ czekaliśmy na oficjalne materiały z teletypu (a ten wówczas najszybszy środek komunikacji znajdował się w redakcji gazety „Bukowina Radziecka”). Pan Ludwik telefonował do mnie, aby dowiedzieć się „co nowego”, symbolizując – jakie są perspektywy czasowe uzyskania tej czy owej informacji. Chodziło tu przede wszystkim o materiały z Biura Politycznego KC KPZR, Agencji Telegraficznej Związku Radzieckiego lub Ukrainy Radzieckiej (ТАРС lub РАТАУ). Bo kiedy teletyp bez przerwy przekazywał raporty ze zjazdów czy plenów partyjnych, spotykaliśmy się w drukarni, gdzie często pełniliśmy dyżury przez całą noc.

Byłam pewna, że Pan Ludwik jest Mołdawianinem, ponieważ tylko ludzie, którzy biegle władali tym językiem, mogli pracować w „Zorile Bucovinei". Pamiętam, że pewnej nocy w drukarni, gdy przechadzaliśmy się długimi korytarzami (żeby nie zasnąć) i w rozmowie dotknęłam pytania języka mołdawskiego, Pan Ludwik opowiedział mi , że na Bukowinie Północnej – w obwodach Storożynieckim i Hlybockim zamieszkują Rumuni, a nie Mołdawianie, a Mołdawianie mieszkają w Nowoselyckim, Kelmenieckim i Sokyrianskim, które graniczą z Mołdawską SRR. W tym czasie mołdawska gazeta była drukowana cyrylicą, a ja wtedy nie zamyślałam się nad tym. Od Pana Ludwika dowiedziałam się, że Rumuni piszą po łacinie. A to, że gazeta jest mołdawska, to „podbój socjalizmu”, czyli jak wówczas powiadano, w Związku Radzieckim – Rumuni byli Mołdawianami…

Ta „lekcja nauk politycznych” przekonała mnie po raz kolejny, że rodowity Bukowińczyk Pan Markulak jest Mołdawianinem lub Rumunem. Kiedy on się dowiedział, że mam krewnych w Timisoarze, to zapoznał mnie z historią powiatu Timisz, który należał do terytorium węgierskiego podbitego przez Imperium Osmańskie, a następnie należącego do Austro-Węgier. W 1918 roku Serbowie próbowali zaanektować Timisoarę, w 1919 roku miasto otrzymało rumuńską administrację, następnie po II wojnie światowej Rumunia została republiką socjalistyczną. Przypomniałam sobie to wszystko w 1989 roku, kiedy w Timisoarze rozpoczęła się rewolucja rumuńska i właśnie, to miasto zostało pierwszym w Rumunii, gdzie obalono komunizm… O tym historycznym wydarzeniu również prowadziliśmy rozmowy z Panem Ludwikiem .

Jakież było moje zdziwienie, gdy we wrześniu 1990 roku spotkaliśmy się w kościele w Czerniowcach na mszy żałobnej za zmarłego księdza Franciszka Krajewskiego. Napisałam nekrolog „Ostatnie pożegnanie”, który zamieściłam w pierwszym dopiero utworzonym na Bukowinie przeglądzie „Wilna besida» („Rozmowa niezależna”) założonym przez zespół gazety „Bukowiny Radzieckiej”, za co członkowie zarządu regionalnego Związku Dziennikarzy skarcili nas, nazywając odstępcami od ideologii komunistycznej. Po opublikowaniu „Ostatniego pożegnania” Pan Ludwik Markulak zadzwonił do mnie i podziękował (nawiasem mówiąc, był jedyny!) za tę publikację i zaproponował spotkanie przy obiedzie.

Jadaliśmy wspólnie obiady dość często, ale w jadalni zawsze spotykaliśmy się przypadkiem. Tym razem przy obiedzie mój kolega wyraził tyle profesjonalnych komplementów, że poczułam się nieswojo. A potem zapytał mnie, skąd znam takie delikatne szczegóły z biografii księdza. Jak się okazało, pan Ludwik znał moją babcię jak parafiankę kościoła. Wtedy ja opowiedziałam, jak babcia czasami posyłała mnie poczęstować świeżymi plackami ziemniaczanymi lub pierogami dozorcę odlewni (mieszkaliśmy obok tego zakładu). Pewnego razu powiedziała mi, że ów dozorca jest księdzem i umyślnie odmówił pracy „państwowej”, którą zaoferowano mu, gdy musiał opuścić parafię.

Powierzyłam wtedy panu Markulakowi swoją „wielką tajemnicę” dziecięcą, jak ten strażnik chwycił mnie i kilku moich kolegów z klasy, kiedy próbowaliśmy wynieść jakąś rurę z fabryki (bo przecież chcieliśmy być najlepsi w zbieraniu złomu), a potem ksiądz skarcił moją babcię za takie moje wychowanie. Pan Markulak długo się śmiał, a potem na powitanie, zawsze konspiracyjnie pytał, „Co słychać na temat zbierania złomu?”. Kiedyś to zdanie zostało przypadkowo usłyszane przez pana Szabaszkiewicza (wiceredaktora „Bukowiny Radzieckiej”), musiałam wtedy i jemu ujawnić moją tajemnicę, a potem Pan Hryhorij Szabaszkiewicz, z natury bardzo dowcipny człowiek, zauważył: „A więc to, takie wychowanie Pani otrzymała w domu …”

Po tym spotkaniu obiadowym dowiedziałam się, że pan Ludwik Markulak nie jest Mołdawianinem, lecz Polakiem, a język rumuński znał, ponieważ jego nastoletnie życie przypadło na czasy rumuńskiej okupacji, natomiast w latach 60- tych studiował na Uniwersytecie w Czerniowcach filologię rosyjską. Gdy dowiedział, o tym, że studiowałam języki obce, zawiadomił, że jego córka Łucja Uszakowa jest po studiach na tym samym kierunku co ja tylko języka francuskiego.

Kto by mógł przewidzieć, że bez mała o dziesięć lat później los połączy mnie z Łucją Uszakową, również poliglotką, podobnie jak jej ojciec. Najpierw jako nauczycielka języka francuskiego, a następnie polskiego pracowała w Gimnazjum nr 3 w Czerniowcach, kontynuując rozpoczętą pracę ojca – prowadziła Polską Szkołę Niedzielną, która dziś jest Polskim Centrum Kulturalno-Oświatowym przy Gimnazjum nr 3. Pani Łucja jest nie tylko aktywną autorką wielu artykułów naszej polskiej gazety, ale także jej wieloletnią korektorką.

A propos Szkoły Niedzielnej. Właśnie pan Ludwig Markulak został jednym z inicjatorów założenia szkoły niedzielnej podczas Pierestrojki, zdając sobie sprawę, że konieczne jest odrodzenie szkolnictwa w języku polskim na Bukowinie. Z zawodu dziennikarz, z przekonania nauczyciel, ten inteligentny obywatel Czerniowiec miał duszę wrażliwą, troskliwą i niespokojną. Swoje uczucia wyrażał za pomocą języka poetyckiego, a talent darowany przez Boga, przekazał także córce Łucji, która jest autorką zbioru wierszy „ Z Polską w sercu” wydanych w Polsce. Myślę, że nadszedł czas, aby jej twórczość poetycka ujrzała światło dzienne także w Czerniowcach.

Wspominam Pana Ludwika Markulaka zawsze z ciepłem i wdzięcznością nie tylko za fachowe porady i intelektualne rozmowy, ale także za to, że w ostatnich latach życia mojej mamy, kiedy była ciężko chora i nie wychodziła z domu, zawsze do niej dzwonił, pytał o mnie, chwalił niektóre moje artykuły, opowiadał o ostatnich wydarzeniach w Polsce i często oferował swoje wiersze…

Antonina TARASOWA.

Super User

 

Публікація висловлює лише думки автора/авторів і не може бути прирівняна до офіційної позиції канцелярії Голови Ради Міністрів.

stopka2021